Córka Przeciwieństw

poniedziałek, 20 czerwca 2016

SŁUCHAJCIE !!!!

MAM WAŻNĄ ( mam nadzieję, że dla Was też) WIADOMOŚĆ.
 A mianowicie: rozdział pojawi się 24 czerwca 2016 r. o godzinie 15.00. To dla mnie szczęśliwy dzień, wiadomo dlaczego ;) , więc chcę żeby był jeszcze fajniejszy więc, opublikuję naprawdę dłuuuuugi rozdział.

Oby do końca roku szkolnego,
LoLa

EDIT: Z POWODU NIESPODZIEWANYCH OKOLICZNOŚCI PRZESUWAM PUBLIKACJĘ O DWA DNI, PRZEPRASZAM

sobota, 30 kwietnia 2016

Wiosenny LBA :)

 Bardzo dziękuję za nominację Czarnej Damie :D
( http://hp-ksiezniczka-ciemnosci.blogspot.com/2016/03/lba-3.html )

Długo nie publikowałam postów, ale postanowiłam napisać coś dla Was. Wiem, że pewnie oczekujecie na nowy rozdział... mam nadzieję, że pojawi się wkrótce. 

Każdy wie co to LBA, więc daruję sobie kopiowanie głównej myśli konkursu. 

Oto pytania:
  1. Dlaczego postanowiłaś pisać bloga?
  2. Jaka jest Twoja ulubiona książka (ta na której opierasz fandom się nie liczy :P)?
  3. Skąd pomysł na nick?
  4. Jesteś człowiekiem zabieganym, energicznym czy ospałym?
  5. Grasz w quidditcha?
  6. Ulubiony przedmiot szkolny (hogwardzki i nudny).
  7. Ulubiony dom w Hogwarcie.
  8. Ulubiona postać z bloga (nieswojego).
  9. Masz jakieś zwierzę?
  10. Ulubiony kolor.
  11. Czy moje pytania były aż tak beznadziejne?

Cóż więc mówię:

1. hyym... Po przeczytaniu książek Rica Riordana, moja wyobraźnia ruszyła z kopyta. Śniły mi się przeróżne historie, a za dnia wymyślałam nowe. Długo myślałam nad tym czy spisać moje wybujałe historie. No i tak właśnie 27 czerwca 2014 r. opublikowałam pierwszy rozdział. Z pewnością wiem, że nie pisałam wtedy najlepiej, w sumie nie jestem pewna czy teraz jest dobrze :p. 

2.Trudne pytanie. Co pewien czas czytam nową wspaniałą książkę i za każdym razem myślę, że już nic lepszego nie przeczytam. Jadnak, po paru tygodniach znajduję nową zapierającą dech historię stworzoną przez wspaniałych ludzi. Ostatnio czytałam serię książek "Darów Anioła"  Cassandry Clare. Historię tę pokochałam całym moim serduchem, opowiada ona o dwóch Nocnych Łowcach, którzy są niesamowici! 
Jeśli jeszcze tego nie czytałaś/łeś to musisz to zrobić!

3. Myślę, że u mnie nie jest to zbyt trudne do odgadnięcia. Mój nick to imię i nazwisko głównej bohaterki Loli Jackson. 

4.Zdecydowanie zabiegałbym ... uwielbiam robić tysiące różnych rzeczy naraz. Po pewnym czasie, jednak mam dosyć wszystkiego i nie robię nic odpoczywając, ale później znów wracam na normalny tryb życia.

5. Nie, nigdy nie próbowałam, ale myślę, że może być to super zabawą. 

6. Eliksiry, obrona przed czarną magią, matematyka, chemia :D

7. Slytherin  !!!!!! :D

8.Tak, psa i kota :)

9.mxdbwhbcnsdbcjbn
nie wiem... lubię wszystko :D

10.Nie :D nie było aż tak źle xD
Jeszcze raz dziękuję za nominację ;)

Blogi, które nominuję:
1.http://percyjackson-i-annabeth-chase-forever.blogspot.com/
2.http://a-new-era-of-heroes.blogspot.com/
3.http://wszystko-i-nic-by-radosna.blogspot.com/
4.http://wnuczkibogow.blogspot.com/
5.http://przygody-nowoczesnych-herosow.blogspot.com/
6.http://drugiepokoleniehpipj.blogspot.com/
7.http://heroska-z-wyboru.blogspot.com/
8. http://www.znam-te-mary.blogspot.com
9.http://thecampofheroes.blogspot.com/
10.http://szaloneopwiadaniaszalonejcherryxd.blogspot.com/
11.http://corka-milosci.blogspot.com/ (wiem, ale nominuje)

Pytania:
1. Co lubisz w swoim blogu?
2. Jakie ff mi polecisz?
3. Czytasz książki? Poleć!
4. Jaka postać jest twoją ulubioną?
5. Co sądzisz o moim blogu? SZCZERZE PRZYZNAJ SIĘ ŻE NIE CZYTASZ!
6.Jak bardzo dużą masz wyobraźnię?
7. Ile masz lat?
8. Masz Snapa? Podziel się !!!!
9. Czy ktoś wie, że piszesz bloga? ( znajomi)
10. Czemu jestem głupia i mój mózg nie chce działać?
11. Jakiej postaci literackiej nienawidzisz?
 


THE END,

~LoLa

piątek, 11 marca 2016

Rozdział XXII "Otrułaś wszystkich na pokładzie? ... Tak, a ty będziesz następny"

                  " Kłamca, kłamiesz, nie wierzę ci, kłamca, kłamiesz, KŁAMIESZ!!!" Poczucie winy rozsadzało moją głowę od środka. Nienawidziłam oszukiwać, szczególnie osób, które mi ufają. No, może z wyjątkiem Piper, ale i ona wypiła eliksir, który dla niej przygotowałam. Jeszcze tylko jeden półbóg nie przyszedł: Leo. Jeżeli będzie trzeba siłą wmuszę w niego ciecz z kielicha, jednak najpierw siła rozumu.

                     Syn Hefajstosa zapukał do moich drzwi. Podbiegłam do nich i  je otworzyłam. Heros widocznie był zmartwiony, smutek czaił się w jego oczach. 

- Cześć- wypowiedział te słowa bez jakiegokolwiek entuzjazmu.

- Cześć!-  mój głos był pełen radości- Chcę ci coś powiedzieć.

- Co takiego?  Otrułaś wszystkich na pokładzie?- udał zaskoczonego. 

- Tak, ty będziesz kolejny... Nie zamierzam was pozabijać. Chcę was uratować!

- Wiem- zaczerpnął powietrza- wiem i nie chcę tego, ale wymusiłaś na mnie przysięgę.

- Przepraszam . . . powinnam ci tego nie mówić- mój głos był pełen smutku.

- Nie przepraszaj ... ja po prostu nie pojmuję jak można iść na misję samobójczą.

- I kto to mówi... osoba, która zamierza zginąć, a potem zmartwychwstać!- czułam, że gniew przejmuje nade mną kontrolę. - Skończmy to wszystko. Usiądź w kręgu- Leo z wahaniem usiadł na podłodze- podaj mi swoją dłoń- zrobiłam nacięcie w skórze, a krople czerwonego płynu ciekły do kielicha.

- Co na wszystkie śruby Hefajstosa robisz?!

-Spokojnie to tylko rytuał, który poprzedza umieszczenie esencji twojego życia w sygnecie- nie zająknęłam się ani razu. Wylałam zawartość fiolki z napisem: "Valdez" do złotego naczynia- Wypij to.

-Nie - powiedział nawet nie dotykając kielicha.

-Czemu?

- Bo w ten sposób będę współwinny twojej śmierci- Czułam rosnącą gulę w gardle. Skąd wie, że dzięki temu przejmę na siebie jego rany?

- Nie, nie będziesz. To nie te zaklęcie głupku, te wykonam w nocy kiedy będziecie słodko spać- skłamałam.- Pij to- podsunęłam do niego naczynie z przeźroczystą cieczą. Półbóg wypił zawartość powoli patrząc mi prosto w oczy- teraz odstaw go na podłogę, podaj mi swoje dłonie, zamknij oczy ...- Valdez dotknął palcami moich nadgarstków i przesunął je do moich paliczków- i skup się na tym co lubisz.

- Na tobie?- zapytał żartując.

- Miałam na myśli twoje zabawki i ogień- uśmiechnęłam się. Ścisnęłam jego dłonie i poczułam jak ciepły prąd przechodzi przez moje ciało. Skierowałam go do sygnetu. Oczko wyglądało jakby zamknęło się w nim pojedynczy płomień.

- Gotowe- oznajmiłam. Leo włożył go na palec.

- Dziękuję. . .  Mógłbym cię o coś prosić?

- O co tylko chcesz- uśmiechnęłam się, spokojna o jego los.

- Przysięgnij na Styks- złapał mnie za nadgarstki- jesteś mi to winna- jego oczy błagały mnie, żebym się zgodziła. Minęła chwila niezręcznej ciszy.

- Przysięgam na Styks, że spełnię twoją jedną zachciankę - uległam. W oddali można było usłyszeć grzmot.

- W takim razie chcę, żebyś nie wykonała na mnie tego zaklęcia, dzięki któremu umrzesz.- Zamurowało mnie. Dosłownie nie mogłam się ruszyć.

- Leo... ja ...- bełkotałam.

- Obiecałaś -przypomniał.

- Ale...

- Powiedz, że tego nie zrobisz- nalegał, wiedząc, że nie mam wyboru. Ale nie miał pojęcia, że już wykonałam zaklęcie.

- Nie zrobię tego- powiedziałam szeptem. Na twarz Syna Hefajstosa wpełzł pełen radości uśmiech.

- Dziękuję!!!- prawie wykrzyknął te słowa i złapał moje ręce w swoje. Spojrzał na mnie i oniemiał; na palcach miałam jeszcze świeżą krew. Spojrzał na swoje dłonie, na których przed chwilą było rozcięcie i zrozumiał- ty już to zrobiłaś, moje rany przenoszą się na ciebie. Jak mogłaś?!- prawie wykrzyknął. Nie zdołałam znaleźć odpowiedzi.

- ... Nie chcę cię stracić... tak cholernie nie chcę cię stracić- Leo mówił szeptem- Nie rozumiesz?

- Ja ... muszę- wybełkotałam- i ty też musisz, więc rób to co masz zrobić i wyjdź- ostatnie słowa chyba wypowiedziałam zbyt ostro, bo Syn Hefajstosa spojrzał mi w oczy, a po chwili zatrzasnął za sobą drzwi.

___________________________________________________________

Krótko i w dużym odstępie czasowym od poprzedniego, ale jest :D
CO O TYM SĄDZICIE ?

~LoLa
&
Obóz Pół-Krwi https://www.facebook.com/dzieci.pol.krwi/?fref=ts





niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział XXI "Jasne jak bokserki Apolla"

  Co się dzieje z czarownicą po śmierci?

Kiedy serce przestaje bić, ciało jest kruchą skorupką, pod którą uwięziona jest magia zmarłego. Czarownik zamienia się w Nefim- energię. W zależności od pochodzenia, może stać się to inaczej; potomkowie Aleyn- powietrza tworzą huragan, którego nie da się powstrzymać; potomkowie Malificent płoną. . . . 

              Oddychałam ciężko. Nie byłam samobójczynią, ale musiałam. Święto Steps jest już jutro. Muszę być silna i gotowa na wszystko. Odrzuciłam uczucia na bok, ze zdeterminowaniem zatrzasnęłam Księgę. Trzeba wszystko przygotować i zaplanować. Rozdać Sygnety... bogowie zapomniałabym o nich! Muszę się pospieszyć. Ponownie otworzyłam Księgę, lecz kilka stron wcześniej. Spisałam na przygotowanej wcześniej kartce potrzebne mi składniki, do przygotowania eliksiru. Później skupię się na zaklęciu. . .


             ..................................................................................................    


                Kilka długich godzin spędziłam na robieniu zaplanowanych czynności. Każdą fiolką podpisałam imieniem, żeby niczego nie pomylić. Słowa zaklęcia były wryte w mojej pamięci. Pozostało tylko działać.

                Zmyśliłam całkiem niezłą historię. Nie mają zielonego pojęcia o zaklęciach, to daje mi przewagę. Zacznę działać po obiedzie. Jedzenie najpierw! Cóż, ostatnio żyję po to, żeby jeść, a nie na odwrót.  Kiedy zatrzasnęłam za sobą drzwi, pobiegłam w stronę unoszącego się zapachu pieczonego kurczaka.

-Cześć! - rzuciłam siadając do stołu. Wielka Siódemka powitała mnie uśmiechami. Widać było, że się ze mną zżyli, będzie mi ciężko ich okłamywać. - Pamiętacie sygnety, które miałam wam dać na samym początku? Rozdam je u mnie po posiłku, jeśli możecie to wpadajcie do mnie pojedynczo, potrzebuję trochę skupienia- odpowiedziały mi uśmiechy i potakiwania. Czułam, że moje sumienie zaczyna być coraz cięższe. Nawet jedzenie nie smakowało tak samo jak zwykle. Po kilku kęsach stwierdziłam z rezygnacją, że nie dam rady już nic przełknąć. Piper powiedziała coś złośliwego na mój temat do Jasona.

- Daj już sobie spokój- szepnął na tyle głośno, że mogłam to usłyszeć.

- Nie wiem jak wy, ale ja się nieco stresuję tym co będzie jutro. Muszę się zrelaksować zanim wykonam na was rytuał z sygnetami. Czekam w mojej kajucie- powiedziałam te słowa na jednym wydechu i szybko wyszłam.

               Starałam się uspokoić, wmówić sobie, że muszę to zrobić. Moje ciało nie chciało słuchać, cała dygotałam. Nie mogę w takim stanie przeprowadzić zaklęcia na osobach, które są dla mnie ważne. Otworzyłam szufladę, w której gromadziłam batoniki z ambrozji. Wchłonęłam dwa na raz, cieszyłam się, że nie szkodziły mi tak jak innym półbogom. Po kilku chwilach drżenie ustąpiło.
Usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi.

- Wchodź!- krzyknęłam z koi. To Percy; czułam jego energię.

- Witam wielmożną siostrę, córkę Pana Wód - powiedział dumnym głosem i ukłonił się w pas.

- Witam rycerskiego brata, syna Pogromcy Sztormów - powiedziałam dygając głęboko i jednocześnie przytrzymując nieistniejącą suknię. Percy głośno się roześmiał - Możemy zaczynać?

- Jasne jak bokserki Apolla- zasalutował.

-Nawet nie masz pojęcia o bokserkach boga słońca- zachichotałam.

- Czy wiesz coś na ich temat?- ciekawość miał wypisaną na twarzy.

- Hymmm powiedzmy, że gustuje w różowej bieliźnie- puściłam oczko do brata, widząc jego zdegustowaną minę, dodałam- zobaczyłam je podczas jednego z niewinnych żartów Hermesa- na jego usta wpełzł szelmowski uśmiech.

- Czy mogłabyś zdradzić szczegóły?

- Zapewne tak, jednak nie radziłabym opowiadać o tym w towarzystwie Apolla. Cóż, patron poezji uwielbia wino, jednak procenty nie działają na bogów tak jak na śmiertelników. Jak można było się spodziewać Hermes postanowił wykorzystać słabość syna Latony, przygotował więc trunek o tak silnym stężeniu, że był w stanie upić boga. Nie trzeba było długo namawiać ofiary na skosztowanie tego jakże "cudownego" napoju. Po paru godzinach opiekun muz tańczył na stole w samej bieliźnie, bez muzyki co ciekawe. O ile dobrze wiem kac męczył go przez dwa dni, a Hera złośliwie postanowiła nauczyć się gotować. Przyrzekam  ci, że każdy talerz czy garnek, który był na Olimpie spadł na podłogę przynajmniej raz- uśmiechnęłam się na wspomnienie biednego Apolla, który obiecał towarzyszyć bogini niebios w kursie kulinarnym.

- Współczuję mu- powiedział braciszek ledwo powstrzymując się od śmiechu.

- Ja też mu współczułam, ale i tak bywa. Możemy zaczynać?- usiadłam po turecku na podłodze w kręgu, który narysowałam wcześniej- zapraszam do środka.

                 Syn Posejdona zajął miejsce naprzeciwko mnie. Przede mną stał złoty kielich wysadzany klejnotami i prosty spiżowy sygnet, w ręce trzymałam sztylet. Chwyciłam dłoń brata i przebiłam skórę ostrzem tak, że krople krwi spłynęły prosto to naczynia. Odłożyłam broń na bok, a w mojej dłoni zmaterializował się flakonik z napisem: "Percy". Zawartość wlałam do krwi brata. Eliksir zmienił kolor na niebieski.

- Wypij- poleciłam.

- Co to jest ?- zapytał trzymając już w rękach złoty kielich.

- Część rytuału-skłamałam- bez tego nie będę mogła wypełnić sygnetu twoją energią życiową.

                   Zastanawiałam się przez chwilę czy wyczuł moje kłamstwo. Jednak już po chwili z uśmiechem opróżnił naczynie.

- Smakowało jak oranżada, chcę więcej- zaoponował.

- Przykro mi, ale więcej nie mam- pospiesznie spojrzałam na swój wskazujący palec, który ociekał krwią. Eliksir działał. Każda rana, którą zadano Synowi Posejdona była przekazywana na mnie. Draśnięcie zaczęło się już zasklepiać - podaj mi swoje dłonie, zamknij oczy i skup się na morzu- Syn Posejdona bez sprzeciwu wykonał moje polecenie.

                   Czułam coraz mocniej energię brata. Przepływała przez moje palce, a ja kierowałam ją do spiżowego pierścienia. Widziałam jak zmienił wygląd, stał się prosty, lekko kwadratowy. Środek sygnetu zapełnił się niebieską jak laguna substancją, która wydawała się być gazem. Cóż, tylko tak potrafię ją opisać.

- Gotowe- oznajmiłam szczęśliwa, wsuwając pierścionek na palec Percy'ego.

- Ładny kolor- powiedział oglądając swój nowy nabytek- niebieski. Już go lubię- uśmiechnął się do mnie szeroko.

- Oh, nie wątpię, że ci się podoba, nawet twoje jedzenie jest niebieskie. Czasami zastanawiam się dlaczego twoja skóra jeszcze nie jest tego koloru.

- Ja też się nad tym zastanawiałem. Naprawdę, żałuję, że urodziłem się z normalną cerą- powiedział z teatralnym smutkiem, dotykając swojego policzka. Roześmiałam się głośno.

- Dobrze, ale teraz pora na kolejną osobę. Nie mogę z tobą rozmawiać do zachodu słońca, musisz się wyspać przed bitwą- przytuliłam go i powiedziałam mu do ucha- pamiętaj, że nigdy was nie zdradzę, choćby nie wiem co.

- Wiem o tym doskonale - odpowiedział szeptem i mocniej mnie uścisnął.  Chwilę później już wychodził.

- Tylko tam nie zgiń Perseuszu- powiedziałam na do widzenia.

- Postaram się- puścił do mnie oczko i zatrzasnął drzwi.

_______________________________________________________        


Koniec!!!!
Przepraszam, że nie dodałam rozdziału wcześniej :(
Ale co ważniejsze ten rozdział już jest!!
~LoLa
&
Obóz Pół-Krwi (https://www.facebook.com/dzieci.pol.krwi/?fref=ts)

                      

piątek, 5 lutego 2016

Rozdział XX " O czym rozmawiacie? Oh, nie krępujcie się wiem, że o mojej seksowności. "

- . . . . Przysięgnij na Styks.

                  Leo wahał się przez moment, ale spojrzał mi w oczy i powiedział:

- Nie powiem nikomu o twoim planie, dopóki go nie ukończysz; przysięgam na Styks. - W oddali można było usłyszeć grzmot, umowa została zawarta; zebrałam się w sobie i zaczęłam opowiadać:

- Aby Gaja mogła się przebudzić potrzebna jest krew dwójki półbogów. To ja zamierzam ją dostarczyć- przerwałam na chwilę, aby spojrzeć na Syna Hefajstosa.

- Zamierzasz nas zdradzić?!- powiedział z niedowierzaniem w głosie.

- Musisz mi uwierzyć, nie zamierzam tego robić! - odparłam podniesionym głosem -  we krwi mojej i Ann będzie eliksir, który sprawi, że Gaja najpierw się obudzi, a potem łatwo zaśnie. To powinno dać wam jakieś szanse na wygraną. Jasne, jesteście najpotężniejszymi herosami na Ziemi, jednak w walce z tak potężną istotą; to nie wystarczy. Dla Ann dodam trochę mojej krwi, co sprawi, że ja przyjmę wszystkie jej rany na siebie - mówiąc czułam rosnącą gulę w gardle. Zapadła niezręczna cisza. - Leo.. ale to nie koniec; zamierzam podać każdemu z was to, co Córce Apolla. Będzie bezpieczni, dopóki moje serce będzie biło, a później zdani tylko na siebie.

            Syn Hefajstosa milczał przez długi czas, wydawało mi się, że trwa to wieki. Już nie miałam ochoty płakać, chciałam być twarda jak głaz.

- Nie mów, że zamierzasz ... umrzeć  - powiedział szeptem- za osoby, których nawet dobrze nie znasz.

            Patrzyłam prosto w jego brązowe oczy. Tak, to była niezbyt racjonalna decyzja, ale ja wiedziałam co chcę zrobić.

- Ty też chcesz się poświęcić- powiedziałam zgodnie z prawdą.

- Ale ja zmartwychwstanę!!!- prawie krzyknął- to jest różnica!

- I co z tego, że ty przeżyjesz? Jeśli umrze Percy, Piper, Jason, a Gaja wygra? Będziesz żył w strachu i modlił się o szybką śmierć?  Ach, zapomniałabym, nie miałbyś się do kogo modlić, bo bogowie zostaną zniszczeni! - odparowałam.

-  Nie chcę cię zabić swoimi ranami!- powiedział jak do małego dziecka, które chce włożyć mokre paluszki do gniazdka z prądem.

- Zrobisz to,- powiedziałam dobitnie- jeśli nie ze swojej woli, to cię zmuszę. Nie zamierzam marnować swojego życia, jeżeli tego nie wypijesz. - Odniosłam zwycięstwo. Zapadło długie milczenie, jednak Leo zaczynał patrzeć na mnie z nienawiścią.

- Wyjdź stąd- powiedział z odrazą. Zamurowało mnie, nie wiedziałam co mam zrobić.- Wyjdź stąd- powtórzył.

            Nogi, bez udziału mojej woli poniosły mnie ku drzwiom. Z całej siły zatrzasnęłam drzwi- nie wierzyłam, że usłyszę słowa, które tak ranią, z ust "przyjaciela". Myślałam: "zrozumie, pocieszy, powie, że to dobra decyzja" jak bardzo się myliłam ... Czułam jak zaczynają mnie piec powieki, ale nie chciałam płakać. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę pokoju Percy'ego, czułam, jak zaczyna wrzeć we mnie gniew. Gdy byłam na miejscu, głośno zapukałam w drzwi kajuty brata.

- To ty Lola?- zapytał, otwierając drzwi- Myślałem, że ktoś strzela z armaty- zażartował. Kiedy zauważył brak uśmiechu, zapytał- Coś się stało?

- Nie, nic- posłałam mu wymuszony uśmiech, miałam nadzieję, że nie wyszedł zbyt sztucznie.- Moglibyśmy potrenować?- zapytałam z nadzieją.

- Dasz mi 15 minut? Urządziłem sobie krótką drzemkę- powiedział z uśmiechem. W tamtym momencie zorientowałam się, że jego włosy były w nieładzie, a na sobie nie miał koszulki.

- Pewnie, czekam na pokładzie- powiedziałam wskazując ręką na schody prowadzące na zewnątrz. Dopiero teraz zauważyłam, że zaciskam pięści. Kiedy wyprostowałam palce moje kłykcie były białe, a paznokciami przebiłam skórę, która już się leczyła.

               Gdy słońce przyjemnie muskało moją twarz, zaczęłam myśleć nad tym, jak długo nie spałam. Tak, to było bardzo "filozoficzne" rozmyślanie, według moich obliczeń nie zmrużyłam oka już  ok. 36 godzin. Wiem, to na pewno nie jest rekord świata, jednak dziwne było to, że nie odczuwałam zmęczenia. Podeszłam do barierki i spojrzałam w dół. Znajdowaliśmy się na wysokości 100 metrów. Po chwili zastanowienia zaczęłam wchodzić na balustradę. Balansowałam swoim ciałem w przód i w tył, w przód i w tył, . . .  zamierzałam wskoczyć do morza, które odbijało promienie słoneczne, tam w dali.

- Jak często miewasz myśli samobójcze? - zapytała widocznie rozbawiona Piper.

- Wiesz, że to mnie nie zabije- siliłam się na neutralny ton.

- Chętnie bym się o tym przekonała- powiedziała obracając w dłoniach swój sztylet. Po chwili milczenia z moich ust wyrwało się pytanie:

- Dlaczego mnie nienawidzisz?- Córka Afrodyty zaśmiała się ukazując swoje białe, równe zęby.

- Oh, "nienawidzić" to takie mocne słowo. Po prostu za tobą nie przepadam.

- Czy raczyłabyś mi powiedzieć dlaczego?- rządne mordu oczy McLearn świdrowały moją duszę.

- Naprawdę się nie domyślasz?- zapytała z przekorą- oczywiście chodzi o Jasona. Widzę jak na niego patrzysz, kiedy z nim trenujesz- posłała mi znaczące spojrzenie. Muszę jej to przyznać, zaskoczyła mnie. Zeskoczyłam z barierki i podeszłam do niej.

- Piper, ja nawet nie myślałam, że ja i Jason ... Nie, nie, nie ja nie zabieram cudzych chłopaków- zaprotestowałam.

- Myślisz, że możesz zamydlić mi oczy? Nie jestem taka jak reszta załogi.- Przytknęła sztylet do mojego serca - nie ufam ci, wiedźmo.

- Nikt cię nie zmusza, żebyś  mi wierzyła McLearn, ale gdybym chciała odbić twojego chłopaka, zrobiłabym to inaczej. Wiem o tobie coś, czego innym nie powiedziałaś i wykorzystałabym to bez wahania.. -  czubek ostrza wbił się mocniej w moją skórę.

- Co takiego wiesz? Ja nic nie ukrywam- zaprotestowała.

- Oprócz tego, że twój ojciec to słynna gwiazda- odparowałam- nie wiem, po co to ukrywać.

- Grozisz mi, że powiesz reszcie?- Zaśmiałam się.

- Po co miałabym to robić? Nie jestem twoim wrogiem Córko Afrodyty- szybkim ruchem dłoni zablokowałam łokieć dziewczyny i wykręciłam nadgarstek. Złapałam upadający sztylet, a następnie podałam go właścicielce.- Ja ci jeszcze nie grożę Piper, ale nie chcesz wejść mi w drogę. -powiedziałam cicho.

                  W tym samym momencie na pokład wszedł mój bart.

- O czym rozmawiacie? Oh, nie krępujcie się wiem, że o mojej seksowności. -zażartował.

- Chciałbyś- uśmiechnęłam się szelmowsko- Myślę, że już wszystko sobie wyjaśniłyśmy - puściłam do niej oczko.

- Pewnie- posłała mi wymuszony uśmiech i ruszyła do swojej kajuty.

- Zaczynamy?? - zwróciłam się do Percy'ego.

- Jasne- wyjął długopis, który zamienił się w spiżowy miecz Orkan, w mojej dłoni pojawił się miecz, dar od bogów- Trzymaj gardę- zwrócił mi uwagę brat. Uśmiechnęłam się i przyjęłam poprawną postawę. Zapowiadało się męczące popołudnie...

............................................................................................


                   Cieszyłam się, że już się wykąpałam. Trening był wyczerpujący, ciągłe powtarzanie: "Postawa, wyprostuj się, nie tak trzyma się broń, to nie jest zabawne ... ". Uśmiechnęłam się sama do siebie, zamierzałam korzystać z życia, choć tak niewiele czasu mi pozostało.  Nie zauważyłam kiedy weszłam do kajuty i chwyciłam opasłą Księgę. W moich myślach był totalny chaos, jednak te pytanie zaczynało mnie dręczyć:

Co się dzieje z czarownicą po śmierci???

_______________________________________________________________

I to chyba tyle ;)
 Bez przedłużania...
~LoLa
&
Obóz Pół-Krwi (https://www.facebook.com/dzieci.pol.krwi/?fref=ts) 




         

             

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział XIX "Przysięgnij na Styks"

                    Byłam wykończona. Nie sądziłam, że walka mieczem może tak zmęczyć organizm. Cięłam, odparowywałam ciosy setki razy, a teraz byłam tak spocona, że miecz wyślizgiwał mi się z ręki. Percy był w lepszym stanie, ale miał kilka płytkich ran na ramionach.

- Ja ... już nie mogę- wysapałam, siadając na pokładzie- daj mi chwilę.

                    Mój brat uśmiechnął się szelmowsko.

- Wstawaj, jeszcze pół godziny!

- Nie, ja mam już tego dosyć! - zaprotestowałam z podłogi. Syn Posejdona, jednak nie zwrócił uwagi na moje słowa. Wziął mnie za ręce i pociągnął ku górze, tym samym sprawiając, że wstałam.


.........................................................................................................................



                   Pół godziny wcześniej wydawało mi się, że jestem zmęczona. Kłamałam, teraz jestem wykończona. Nie mogę nawet utrzymać dłoni w bezruchu. Zauważyłam, że rozcięcia na mojej skórze bardzo szybko się goją, jednak u Percy'go nie wyglądało to tak dobrze. Podeszłam do niego:

- Mogę?- zapytałam wskazując na krwawiące miejsca.

- Jasne- uśmiechnął się i zdjął spoconą koszulkę. Moim oczom ukazała się dobrze zbudowana klatka piersiowa i umięśnione ramiona. Pomyślałam, że dziewczyny oglądającego go w walce, mogą tylko marzyć, żeby je pocałował; cóż, jego wygląd i siła nie robiły na mnie wrażenia, w końcu to mój brat.

                  Przystąpiłam do działania. Zbliżyłam swoją dłoń do serca Syna Posejdona. Skupiłam w niej swoją magię i dotknęłam gorącej skóry brata. Czułam jak fala mocy przenika z moich palców do jego ciała. Widziałam jak rany się zasklepiają, to zawsze mnie zachwyca; cofnęłam dłoń dopiero, kiedy skończyłam.

- Wielkie dzięki- uśmiechnął się.

-Nie ma za co- powiedziałam, żartobliwie puszczając oczko.

                  Po pożegnaniu z bratem, postanowiłam wziąć chłodną kąpiel. Tym razem nie zapomniałam o zabraniu ze sobą ubrań. Kto wie, kogo mogę tym razem spotkać. Po relaksującej czynności stwierdziłam, że muszę umyć włosy. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.  Po chwili wilgotne włosy dotykały moich pleców. Czas na suszenie; zawsze robiłam to za pomocą magii. Sięgnęłam do mocy znajdującej się gdzieś we mnie i wydostałam malutką jej część na zewnątrz. Widziałam jak moje włosy stopniowo stają się suche. Kiedy skończyłam, chwyciłam szczotkę i rozczesywałam moje brązowe fale. Następnie pociągnęłam swoje pełne usta bezbarwną pomadką. Przejrzałam się w lustrze: biust ciągle mizerny, ukrywała krótka bluzka nie sięgająca pępka. Głębokie, jasne szorty eksponowały długie nogi. Na stopach miałam białe trampki.

                  Około siódmej rano spotkałam się z resztą załogi na śniadaniu. Byłam głodna niczym Tantal. Po przywitaniu się ze wszystkimi, usiadłam przy stole. Po chwili Leo znalazł się tuż koło mnie i opowiadał dowcipy. Na moim talerzu pojawiły się grube naleśniki oblane słodkim niebieskim sosem. Zaczęłam jeść, wciąż śmiejąc się z żartu o Pandorze, który przed chwilą powiedział Syn Hefajstosa. Po skończeniu posiłku zauważyłam, że Piper uważnie mi się przygląda. Cóż, nie każdy musi mnie lubić- stwierdziłam. Po chwili zastanowienia powiedziałam głośno:

- Za godzinę spotkamy się na treningu, jakieś sprzeciwy?- nikt nie zaprotestował.

                     Postanowiłam opuścić Wielką Siódemkę. Powiedziałam na ucho Leo o tym, że idę do kajuty odpocząć, choć miałam nieco odmienne plany. Gdy zamknęłam za sobą drzwi mojego "pokoju", od razu chwyciłam opasłą księgę. Na pierwszej stronnicy znalazłam rysunek pióra. Tak samo jak wcześniej wyciągnęłam ze strony przyrząd do pisania. Wiedziałam o co chciałam zapytać.

Jak pokonać Gaję? 

Litery pojawiły się kiedy kreśliłam znak zapytania.

Gaja to jedna z najpotężniejszych istot w mitologi greckiej. Przebywa na planecie Ziemia i planuje obalić bogów olimpijskich. Do ostatecznego przebudzenia się potrzebuje krwi dwojga półbogów. Istnieje eliksir, który . . .



........................................................................................................................


                       Kilka pytań i odpowiedzi później, stwierdziłam, że muszę już iść przeprowadzić trening Wielkiej Siódemki.  W głowie kręciło mi się od nadmiaru wiadomości. Wiedziałam co muszę zrobić i to mnie przerażało. Kiedy wchodziłam po schodach, słońce podrażniło moje oczy. Promienie przyjemnie ogrzewały moją skórę, pomimo tego było mi zimno. Zamknęłam oczy i postarałam opanować drżenie rąk. Chwilkę później szłam pewnym krokiem w kierunku grupki herosów, czekających na mnie.

.......................................................................................................................


                       Z następnych godzin niewiele pamiętam; nie byłam tam obecna myślami.  Czym dłużej rozważając mój plan, byłam byłam bardziej pewna jego słuszności. Coraz bardziej się bałam. Nogi same powiodły mnie do drzwi maszynowni, gdzie zaszył się Leo. Musiałam komuś to powiedzieć. Bezszelestnie weszłam do środka, syn Hefajstosa siedział na jakimś przyrządzie i z zamyśleniem patrzył na fiolkę, która trzymał w dłoniach. Cicho podeszłam i usiadłam koło niego.

- Cześć- szepnęłam. Leo aż podskoczył, eliksir wypadł mu z rąk. Szklane naczynie zatrzymało się za moją sprawą, tuż nad podłogą i pofrunęło do moich paców. Ostrożnie oddałam fiolkę Leo. On schował ją przy sercu i odpowiedział:

-Cześć. - Zdobyłam się na uśmiech.

- Już wiem jak wydostać Calipso z wyspy- powiedziałam z ekscytacją. Oczy Syna Hefajstosa ożyły.

- Naprawdę ? - zapytał z nieukrywaną nadzieją.

- Tak, potrzebuję jednak, jakiejś rzeczy z wyspy. Masz może coś takiego?- Leo uśmiechnął się szeroko.

- Bluzka, którą mam na sobie, zrobiła Calipso- powiedział  podekscytowany dotykając t-shirtu.

- Masz może jakiś sztylet? - Leo włożył swoją dłoń do pasa na narzędzie, który zawsze miał u swego boku i wyjął z niego mały nóż; podał mi go.

                    W milczeniu zacisnęłam palce na rączce sztyletu i odcięłam kawałek materiału.

- Możesz dać mi eliksir zmartwychwstania? - z lekkim wahaniem oddał mi fiolkę, wyjęłam z niej korek. Kawałek materiału który spoczywał w mojej dłoni przeniosłam nad otwór. Skupiłam się i zaczerpnęłam silną moc z głębi siebie. Materiał zajął się Ogniem ( mocą potomków Malificent), palący się jeszcze wrzuciłam do eliksiru. Zmienił barwę na przeźroczysty.

- Już?- zapytał Leo.

-Nie- odparłam- potrzebuję kropli twojej krwi.

                   Syn Hefajstosa wyciągnął dłoń w moją stronę. Ostrożnie postawiłam eliksir na jakiejś maszynie obok. Później wzięłam spoczywający obok sztylet. Nóż delikatnie wbiłam w czubek palca Leo, na ostrze zebrałam czerwoną ciecz i delikatnie przeniosłam ją nad otwór fiolki. Kropla krwi wpadła prosto do pojemnika. Eliksir zabarwił się na czerwono, a ja wstrzymałam oddech. Może coś poszło nie  tak jak trzeba? Może zepsułam jedyną szansę na przeżycie Syna Hefajstosa? W tym samym momencie mikstura zajaśniała złotym światłem. Wypuściłam ciągle wstrzymywane powietrze i zamknęłam korkiem fiolkę. Eliksir wciąż jaśniał; to dobry omen.

- Gotowe- oznajmiłam z szerokim uśmiechem na twarzy- proszę bardzo- powiedziałam podając mu szklane naczynie. Leo emanował radością:

-Na wszystkie sprężyki Hefajstosa, mówiłaś prawdę! Naprawdę pomogłaś mi wydostać Calipso!

-Czy wątpiłeś w to chociaż przez chwilę?- zażartowałam.

- Nie- powiedział, wciąż uśmiechając się jak debil.- Dziękuję!-  rozłożył szeroko ramiona i przytulił mnie. Zszokowana, znieruchomiałam; po chwili, jednak, także go objęłam i mocno przycisnęłam do siebie. Pachniał smarem, mydłem cytrynowym i spalenizną. Pomyślałam nad tym, że mogę nie zobaczyć jego twarzy i włosów i oczu -już nigdy.

             Czułam jak do mich oczu napływają łzy, potem jak spływają po moich policzkach i wsiąkają w bluzkę syna Hefajstosa. Leo jednak nie przestał mnie przytulać, wręcz przeciwnie;  objął mnie mocniej. Byłam mu za to wdzięczna. Przywiązałam się do niego w tak krótkim czasie.

            Po chwili jednak półbóg odsunął się i wziął moją twarz w swoje dłonie:

- Co się dzieje Lola?- zapytał śmiertelnie poważnie- na treningu nie byłaś z nami myślami, nawet nie śmiałaś się z moich dowcipów.

           Wzięłam głęboki, urywany oddech:

- Leo, muszę ci coś powiedzieć, ale musisz mi coś obiecać.

           Widocznie zaniepokojony Syn Hefajstosa odpowiedział:

- Wszystko.

- Nie powiesz o tym nikomu, dopóki tego nie zrobię. Będą uważali mnie za zdrajcę i muszą tak myśleć. Przysięgnij na Styks.

_______________________________________________________________




I tak oto kończę rozdział XIX ;)
Co o nim sądzicie??
Przepraszam, że nie dodałam rozdziału wczoraj :(
Pragnę podziękować wszystkim za tak miłe komentarze
i za tyle wyświetleń :)
~LoLa
&
Obóz Pół-Krwi (https://www.facebook.com/dzieci.pol.krwi/?fref=ts)

         

                   

piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział XVIII "Puchar dla tej pani, za pokonanie maratonu w samej bieliźnie!"

- Bo widzisz Leo, ja nie urodziłam się tutaj na Ziemi-zaczęłam mówić, kiedy usiadł koło mnie na koi- pochodzę z Imperium- uśmiechnęłam się słabo.

- Czekaj, bo czegoś tu nie łapię- powiedział- widziałam twoje wspomnienie, kiedy bawiłaś się z Hermesem w berka, albo jak się chowałaś za tronem Zeusa, gdy podmieniłaś butelki z kremem do depilacji i odżywką do włosów Afrodyty.

                 Uśmiechnęłam się słysząc te słowa. To był głupi pomysł, myślałam, że bogini Miłości mnie zamorduje i schowałam się mając nadzieję, że mnie nie znajdzie, jednak Posejdon mnie zauważył i zapytał co tam robię. Powiedziałam całą prawdę, a kiedy spanikowana kończyłam opowieść, tata pokładał się ze śmiechu. 

- Tak, wychowałam się na Olimpie- kontynuowałam- Malificent przyniosła mnie tam, kilka dni po porodzie. W zasadzie nigdy nie widziałam Imperium- powiedziałam z tęsknotą w głosie.

-Imperium to inna planeta?- zapytał.

- Tak, mieszkają na niej tylko magiczne istoty- odparłam i pomyślałam, że ja też powinnam tam być.- Co jeszcze widziałeś?

- Zobaczyłem jak wybuchasz taką energią i jak potem żałujesz, że niechcący prawie zabiłaś swoją przyjaciółkę- powiedział i patrzył mi się prosto w oczy.- Ładniutka- dodał po chwili z uśmiechem.

- Tak, przepiękna- powiedziałam- Córka Apolla i Wnuczka Afrodyty; bardzo utalentowana. Moja jedyna przyjaciółka. 

- Zajęta? - zapytał z udawaną nadzieją

-Nie- odparłam, uśmiechając się- ale ty chyba masz już kogoś na oku.

                  Zauważyłam, że Leo się rumieni, a może tylko mi się tak wydaje. Potem spojrzał na mnie:

-Nie powiesz nikomu?- zapytał

- Jeżeli nie chcesz, to nie- powiedziałam- Tak korzystając z  okazji, wymyśliłeś jak wyciągniesz Calipso z tej wyspy? 

- Jeszcze nie- powiedział ze smutkiem. Te uczucie nie pasowało do Syna Hefajstosa; zawsze był taki wesoły. 

- Obiecuję, że ją znajdziesz- powiedziałam, choć tego nie przemyślałam z moich ust popłynęły słowa- pomogę ci.

- Jak?- zapytał bez nadziei w głosie.

-Zaufaj mi, coś wymyślę- Leo uśmiechnął się do mnie.

-Dziękuję, a co do tematu miłości jakim cudem Di Angelo cię pocałował ?!- zapytał z niedowierzaniem w głosie.

               Teraz z kolei ja robiłam się czerwona. Syn Hefajstosa wybuchnął śmiechem. Żartując walnęłam go po ramieniu.

- To nie jest śmieszne - powiedziałam próbując powstrzymać śmiech. Skończyło się na tym, że zaczęłam prychać jak kot, a Leo już leżał i trzymał się za brzuch wciąż się śmiejąc. Dołączyłam do niego. Kiedy już odzyskaliśmy głos zapytał:

-Chociaż dobrze całował?- banan nie schodził mu z ust.

- Chyba tak- powiedziałam, całował jak anioł, dodałam w myślach, przywołując wspomnienie raptem z przed dwóch dni. Teraz wydawało mi się, że od opuszczenia Obozu minęły wieki.

- A ten koleś, taki wysoki, wysportowany blondyn co cię przytulił przy wszystkich, kim on jest?

- William- odpowiedziałam- Syn Apolla.

- No to masz branie dziewczyno- uśmiechnął się szeroko.

- Chyba tak - zaczęłam się śmiać. Za chwilę jednak spoważniałam, przypomniałam sobie o miksturze, którą Leo trzymał w lewej kieszeni; przy sercu. 

                Wyciągnęłam dłoń w jego stronę i dotknęłam miejsca, gdzie wciąż był eliksir. Ciało półboga zamarło. Spojrzał na mnie i szeptem zapytał:

- Wiesz?- nie odpowiedziałam, tylko spojrzałam mu w oczy. Słowa, które popłynęły z moich ust miały nigdy nie zobaczyć światła dziennego.

- Podjąłeś właściwą decyzję- powiedziałam smutnym przyciszonym głosem.

- Wiesz czy ona na pewno zadziała? - zapytał podając mi fiolkę

               Wzięłam ją w dłonie i wyciągnęłam koreczek, powąchałam i stwierdziłam:

- Zadziała.

               Ostrożnie mu ją oddałam. Leo schował ją w to samo miejsce. Zmartwił się. Odruchowo powiedziałam:

- Musiałeś.

- Ale co ?

- Skłamać. Podmienić butelki, nie wiem jak chcesz to nazwać.

- Czytasz mi w myślach?

- Nie, nie zrobiłabym tego. Po prostu cię rozumiem.- powiedziałam cicho.

-Tylko ty- szepnął- wiesz, że czuję się lepiej, kiedy ci to powiedziałem?

Ale ja czuję się gorzej- pomyślałam, a na głos dodałam:

- Od tego są przyjaciele? No nie?- uśmiechnęłam się słabo.

- Chyba tak.


                    Skończyliśmy rozmawiać około czwartej nad ranem. Dawno się tyle nie śmiałam. Kiedy wychodził, przytulił mnie i powiedział:

-Dziękuję

- Nie ma za co- odpowiedziałam- Proroczych snów.

Uśmiechnął się - Nawzajem, mała wiedźmo.

         


                   Po chwili wstałam z koi. Postanowiłam wziąć kąpiel. Z szafki wyjęłam ręcznik i bieliznę.
 Kiedy zamknęłam drzwi łazienki, spojrzałam w lustro. Odbicie uśmiechnęło się do mnie. Uczesałam rozczochrane włosy. Kiedy woda obmywała moje ciało czułam, że zmywa ze mnie wszystkie ciężary dzisiejszego dnia. Skończywszy kąpiel, zaczęłam się ubierać; wtedy zorientowałam się, że nie wzięłam nic poza skąpym stanikiem i majtkami.

- Cholera- zaklęłam na głos.

                   Cóż, nie pozostało mi nic poza  nadzieją, że nie natknę się na nikogo, przebiegając przez korytarze. Przecież normalni ludzie o tej porze śpią. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam drzwi. Przebiegłam na palcach większość drogi, w ciemności zobaczyłam drzwi mojej kajuty. Odetchnęłam z ulgą. Chwyciłam za klamkę i szczęśliwa zamknęłam za sobą drzwi. Udało się! Uśmiechnęłam się do siebie. Leo rzuciłby coś w stylu: "Puchar dla tej pani za pokonanie maratonu w samej bieliźnie!". Odwróciłam się, uśmiech na mojej twarzy zamarł. Na koi siedział zdezorientowany Percy; odwrócił się do mnie plecami i zaczął się tłumaczyć:

- Mówiłaś żebym przyszedł o świcie, cóż jestem trochę wcześniej.

- Jasne, przepraszam, nie zamierzałam wpadać tutaj tak. . .- wymamrotałam, pstryknęłam palcami i już miałam na sobie biały kombinezon na ramiączkach, który zasłaniał tylko niewielką część ud. Na to nałożyłam wiszącą na krześle przeźroczystą narzutkę, że pomysł ubrania się za pomocą magii nie przyszedł mi w łazience!!! Uniknęłabym tej krępującej sytuacji! i to jeszcze z bratem! Przeklinałam siebie samą w duchu- Już jestem ubrana- powiadomiłam Syna Posejdona. Odwrócił się niespiesznie.

-Przepraszam, nie wiedziałem... - powiedział, cały czerwony na twarzy

- Przecież nic się nie stało- machnęłam ręką- jesteś moim bratem Percy.

                       Uśmiechnął się nieśmiało.

- Możemy przećwiczyć to co wczoraj? - zapytał z nadzieją w głosie.

- Jasne,- uśmiechnęłam się szeroko- ale musisz coś dla mnie zrobić.

-Co takiego?- zapytał się zdziwiony.

- Doszłam do wniosku, że nie najlepiej posługuję się mieczem. Ostatnio chimera zaatakowała moje mieszkanie, a ja nie potrafiłam jej zabić mieczem; musiałam użyć magii. Zawsze używam magii- powiedziałam zgodnie z prawdą.

- Nie ma problemu- uśmiechnął się szeroko.




_________________________________________________________


No i gotowe!!!
Mam nadzieję, że chociaż uśmiechnęliście się czytając ten rozdział :D
Wena od Apolla nadeszła !!!
NARESZCIE!
Życzę wam jak najlepszego zakończenia tego semestru !

~LoLa 
  

piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział XVII "Najpierw była Potęga i Moc"

                   Po treningu Frank'a  nie ćwiczył tylko Leo. Lubiłam go. On jedyny mi zaufał w tak krótkim czasie. O 23 ma przyjść do mojej kajuty, chcę mu coś wyjaśnić. Gdy szedł w moją stronę na moją twarz wpełzł niespodziewany uśmiech.

- A więc Synu Hefajstosa jakieś ostanie słowa przed niechybną śmiercią? - zażartowałam

                  Półbóg obrócił się w stronę Córki Afrodyty ze śmiertelną powagą, jednak z iskierkami w oczach powiedział:

- Babeczka , którą rano jadłaś nie była z bitą śmietaną- tu zapadła grobowa cisza- to twoja pianka do golenia.- Nie wytrzymałam.

                   Zaczęłam się śmiać jak szalona i co najgorsze nie mogłam przestać. Piper miała chciała zabić wzrokiem mnie i żartownisia. Jednak nie tylko ja cieszyłam się jak dziecko.
Jason starał się wytrzymać, jednak nie szło mu zbyt dobrze. Percy nawet nie próbował się powstrzymywać tak samo jak Hazel i Frank.

                    Po opanowaniu epidemii śmiechu zaczęliśmy trening. Skupiłam się na zaklęciu i po cichu wypowiadałam ostrożnie dobrane słowa. Po chwili pojawił się przed nami manekin.

- To przeciwnik godny ciebie Leo- powiedziałam ciągle chichocząc

- Widzę, masz duże mniemanie o mnie- westchnął




                    Po trudnym treningu, gdzie więcej było żartów niż powagi, postanowiliśmy zjeść kolację. Przeszliśmy do pomieszczenia, w którym znajdował się długi stół  już z zastawą. Zajęłam wolne miejsce koło Perci'ego. Naprzeciwko mnie Leo żartował z Piper.  Jason od czasu do czasu wybuchał śmiechem. Mój brat popatrzył na talerz i pojawiły się na nim niebieskie gofry z bitą  śmietaną i borówkami. Dopiero teraz poczułam jak bardzo jestem głodna.  Pomyślałam o pizzie z podwójnym serem i salami. Gdy tylko otworzyłam oczy, ku mojemu zdziwieniu na talerzu leżała pachnąca serem "włoska" potrawa.

- A więc tak to działa- uśmiechnęłam się do talerza.

- Dokładnie tak- odpowiedział Percy.

                     Po wchłonięciu boskiego dania, wydawało mi się, że nie dam rady wstać od stołu.  Jednak niemożliwe stało się możliwe; ruszyłam się z miejsca.

- Kolacja na miarę Olimpu. Idę do kajuty- powiedziałam do rzeszty

                    Szłam korytarzem trzymając się za brzuch i modląc się do Apolla żeby pizza została tam gdzie była. Zamknęłam za sobą drzwi mojego pokoju i od razu położyłam się na koi. Starałam się leżeć w bezruchu mając nadzieję, że mój żołądek nie ma w planach rewolucji.  Fale bujały mną w przytulny sposób, jednak u pozostałych ludzi czy półbogów mogło to doprowadzić do ... no na pewno wiesz co mam na myśli.

                    Po około półgodzinnym leżakowaniu, moją uwagę przykuła komoda. Nie wiem co było w niej specjalnego, ale nie mogłam oprzeć się chęci wyciągnięcia z niej mojej pustej książki. Wyjęłam ją drżącymi dłońmi. Otworzyłam na pierwszej stronie.  Ze zdziwieniem stwierdziłam, że było na niej narysowane wieczne pióro. Coś przyciągało moją dłoń do kartki, jednak moje palce nie dotknęły papieru tak się spodziewałam.  Poczułam coś zimnego i metalowego; po chwili uświadomiłam sobie, iż dotykam pióra. Chwyciłam w palce przyrząd do pisania i wyciągnęłam go ze strony. Obróciłam go kilka razy w dłoniach i przycisnęłam do papieru zastanawiając się co napisać. W tym momencie przypomniałam sobie słowa mojej matki: "Odpowie na wszystkie twoje pytania..."

                    Pewna myśl przyszła mi do głowy, a po chwili moja dłoń kreśliła krzywe litery.

                    Co było na początku???
Litery pojawiały się ,gdy tylko skończyłam pisać.
                    Najpierw była Potęga i Moc, nazywane Siostrami, jednak nie spokrewnione. Następnie z połączenia kropli ich krwi, stworzyły dwójkę potężnych czarowników i czarownic: Malificent- Ogień, Mayghin-Woda, Aleyn- Powietrze, Cane- Ziemia. Siostry stworzyły tę czwórkę, aby rządziła Imperium. Po setkach lat Imperium zaludniło się. Wszyscy byli potomkami Pierwotnej Czwórki. Potęga i Moc usunęły się w cień.

                   Gdy minęły kolejne wieki mieszkańcy Imperium zaczęli wybijać się wzajemnie; spowodowane było to konfliktem Wody i Ognia. Obie zakochały się w Człowieku. Obiecały  mu oddanie, moc jakiej nie zaznał nigdy; niech tylko wybierze swoją jedyną. Do tej pory zastanawiam się co wydziały w tym marnym, kruchym osobniku. W sercu Człowieka zrodziło się uczucie chciwości i pychy. Potajemnie spotykał się potajemnie  z dwiema naraz. Malificent dała mu odporność na każde zaklęcie, Mayghin moc zniszczenia. Po pewnym czasie Człowiek wykorzystywał najpotężniejsze czarownice tak, że posiadał moc równą Ognia i Wody. Jednak pewnego dnia, kiedy niebo było przejrzyste Człowiek popełnił błąd; Pod drzewem Imperium spotkał się z Malificent, zapewniał ją o swojej miłości, o tym, że kocha tylko i wyłącznie ją; obok płynął strumyk, Mayghim usłyszała co mówił Człowiek i pojawiła się przed "zakochanymi" z żądzą śmierci w oczach. Zrozumiała co robił Człowiek i postanowiła  zabić go i Malificent. Czarownica Ognia nie widziała, że Człowiek chciał własnej korzyści, nie wiedziała, że w jego sercu jest tylko pycha. Kiedy Woda pokazała jej swoje wspomnienia, w których Człowiek był jej jedyną miłością Malificent zapłonęła gniewem. Obie postanowiły zgładzić niewiernego Człowieka. Nie mogły go pokonać magią, ponieważ dały mu za dużo darów. Drzewo Imperium, które wiedziało wszystko, nawet to, co działo się w sercu Człowieka powiedziało jedno słowo:

- NIEŚMIERTELNOŚĆ

                     Ogień i Woda od razu pojęły co ma na myśli drzewo, żadna z nich nie dała Człowiekowi nieśmiertelności. Nie mogły go pokonać magią, tylko bronią, ale żadnej broni nie było. Malificent  zawołała donośnym głosem Cane'a, prosząc go o coś śmiercionośnego. Z ziemi wyłonił się kryształ bijący białym światłem, jednak był on tępo zakończony. Człowiek widząc do czego to zmierza postanowił uciec do swojego świata. Biegł, leciał, teleportował się, ale nie mógł znaleźć miejsca gdzie łączyły się światy Ziemi i Imperium. Przypomniał sobie, że światy łączyły się w strumyku. 

                     W tym samym czasie Malificent i Mayghin połączyły siły. Jednocześnie wykonywały te samo zaklęcie. Kryształ topił się i jednał na nowo, powstała tak najostrzejsza broń jaką ktokolwiek kiedykolwiek widział; Nadały  ostrzu imię Vindic (Zemsta). 

                   Ruszyły w pogoń za "ukochanym". Śledziły go, a tropy zaprowadziły je do strumyka, który płynął przy Drzewie Imperium. On już przechodził przez portal do swego rodzinnego świata, gdy Malificent zamachnęła się Zemstą i przeszyła ciało Człowieka. Krew zabarwiła strumyk na czerwono. Mayghim nie pozwoliła umrzeć zdrajcy, wyssała z niego całą moc jaką dały mu Pierwotne Czarownice.  I wysłała słabego, bliskiego śmierci na Ziemię, umarł przechodząc przez portal. 

                   Strumyk nazywany odtąd Krwawą Miłością na zawsze pozostał czerwony, a Malificent i Mayghin znienawidziły siebie nawzajem. Ta nienawiść przepłynęła na potomków Czarownic. Czarownicy wybijali się nawzajem. Po setkach lat bitew zawarto Rozejm, który trwa po dziś dzień. 


  - Co robisz? -zapytał Leo, wchodząc do mojej kajuty- pukałem tak długo, że myślałem, że cię nie ma.

                  Zatrzasnęłam księgę. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo pochłonęła mnie lektura.

- Przepraszam, czytałam- rzuciłam do Syna Hefajstosa

- Możemy pogadać o tym co zobaczyłam dziś rano?- zapytał

                Z trudem przypomniałam sobie incydent, który zaszedł rano. Leo widział moje wspomnienia; muszę mu to wszystko wyjaśnić.

_____________________________________________________________________

Drodzy panie i panowie....
oto jest rozdział XVII !!!!
Trochę inny od reszty...
Mam nadzieję, że się wam spodobał i was zaciekawiłam.
Piszcie co o tym sądzicie, ale błagam ... szczerze. :)

~LoLa
&& Obóz Półkrwi ( https://www.facebook.com/dzieci.pol.krwi/?fref=ts )
                   

sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział XVI "Atmosfera jak na rodzinnym zjeździe Hery"

            Kiedy znalazłam się na powierzchni, zaczęłam myśleć na temat kartki, która przed chwilą przeczytałam. Czy złożyłam komuś obietnicę? Nie. Tego byłam pewna. Może to nie było skierowane do mnie? Wątpię. Nie znam innej czarownicy, która może zejść tak głęboko pod wodę.

- Zaczynamy?!- krzyknęła do mnie Córka Afrodyty

-yyy . . . Tak  już lecę!- i wzniosłam się w powietrze, które przyjemnie chłodziło moje moje mokre ubranie. Po chwili byłam już na statku.

             Woda skapywała na pokład, jedna kropla za drugą. Zamknęłam oczy i skupiłam się na cieple, które drzemało gdzieś we mnie. Zmusiłam je do rozszerzenia się. Słyszałam syczenie parującej wody, gdy skończyłam byłam całkiem sucha. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.

- Piper, możemy? - w odpowiedzi otrzymałam skinienie. - Aby przeprowadzić ten trening potrzebujemy ochotnika.- zgłosił się Jason, jednak to nie jego potrzebowałam. Najbardziej odporna na czarmowę wydawała się złotooka afroamerykanka.- Hazel? Przeprowadzę wasze treningi jednocześnie.- Dziewczyna niepewnym krokiem podeszła do mnie. Wyglądała na ok. 13 lat, ale spojrzenie i sposób w jaki chodziła był taki . . . brakuje mi słowa . . . doświadczony? Nie... Zachowywała się jak gdyby była starsza od nas wszystkich. Ale wróćmy do rzeczywistości.

              Piper patrzyła na mnie jak na wroga, a Córka Hadesa ( tego jeszcze nie jestem pewna , ale na 100% jest silnie powiązana z Krainą umarłych) nie miała o mnie żadnego zdania, jednak nie brała mnie jeszcze jako sojusznika.

              Uśmiechnęłam się do dziewczyn, kąciki ust afroamerykanki uniosły się lekko do góry, a Córka Afrodyty tylko mocniej zacisnęła palce na sztylecie. "Miła atmosfera, niczym na rodzinnym zjeździe Hery" - pomyślałam.

- Urządzimy dwa treningi w jednym. Postaram się, aby nikomu nic się nie stało. Zacznijmy od ciebie Piper. Spróbuj zmusić Hazel  do tego żeby . . . żeby . . .  upuściła miecz na przykład, z kolei ty - mówiłam patrząc na złotooką półboginię- staraj  się temu sprzeciwić. Możecie używać pełni swoich zdolności.

               Po chwili zastanowienia Hazel wyjęła z pochwy swój miecz. Nie był typowy dla Greków, ani dla Rzymian.

- Jestem gotowa- powiedziała

              Piper wzięła głęboki oddech i powiedziała głosem płynnym, takim który potrafił oszukać każdego:

- Opuść broń Hazel, to niczemu nie służy. Upuść miecz na pokład.- Usłyszałam brzdęk metalu; to Jason jak zahipnotyzowany wysłuchiwał poleceń, pomimo tego, że nie były skierowane do niego.

             Spojrzałam ponownie na afroamerykankę. Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że zdoła się oprzeć czarmowie Córki Afrodyty. Jednakże po chwili jej miecz uderzył o podłogę.

-Jeszcze raz- powiedziałam

             Półbogini podniosła miecz z ziemi.

- Skup się. Wiem, że ty jedyna w tym zespole jesteś w stanie oprzeć się magii perswazji. - powiedziałam prosto w złote oczy dziewczyny- Użyj Mgły w inny sposób niż dotychczas.

            Dziewczyna skupiła się i przywołała Mgłę. Skinęłam głową w kierunku Piper. Słowa, które wypowiedziała były miodem dla uszu słuchaczy. Jednak ja byłam skupiona na drugiej półbogini. Sama zamknęłam oczy i przesłałam Hazel niewidzialną pomoc- wzmocniłam jej zdolności. Tak jak oczekiwałam dziewczyna opierała się czrmowie Piper. Na moją twarz wpełzł szeroki uśmiech.

- Brawo! Udało ci się! Jeszcze raz!

          Tym razem nie pomogłam Hazel. Jej dłonie mocniej zacisnęły się na mieczu, Mgła przybrała na gęstości. Piper użyła pełni swoich zdolności. Półbogini ku mojej radości zatrzymywała dar Córki Afrodyty. Cieszyłam się jak małe dziecko. Nie spodziewałam się, że to zadziała tak szybko. Klasnęłam w dłonie.

- Świetnie! Na Zeusa, udało ci się! Masz ogromny potencjał! - To był niekontrolowany odruch, podbiegłam do niej i przytuliłam ją. Potem pojęłam co robię i odskoczyłam jak poparzona.

-Przepraszam- wymamrotałam.- Wracamy do treningu!-powiedziałam głośniej.

          Wielka Siódemka była zdezorientowana moim zachowaniem. Dlaczego nie pokazuję im swoich emocji? Nie wiem, może boję się tego, że mnie nie przyjmą. Teraz mam być skupiona na mojej misji. Muszę być gotowa na wszystko.



________________________________________________________________________


Rozdział krótki i spóźniony, ale jest!
Mam nadzieję, że się wam podoba.
Wiem, że do świąt jeszcze kilka dni, ale już teraz chcę złożyć wam bożonarodzeniowe życzenia.
Dla Ciebie, tak to ty :D
Życzę ci spokojnych wesołych świąt Bożego Narodzenia.
Te magiczne dni spędź z rodziną, nie ważne jaka ona jest.
Pamiętaj, że najważniejsze nie są prezenty, lecz bliscy.
Uśmiechaj się od ucha do ucha
Ciesz się życiem
Módl się, żeby za rok spotkać się w tym samym składzie,
bo każde Święta to jedno wolne miejsce.

Dla Radosnej:
Oprócz tego co wyżej chcę Ci życzyć:
Wielu wspaniałych czytelników,
jednego, ale prawdziwego przyjaciela
miłości,
powodzenia w pisaniu,
weny,
i wiele innych rzeczy.

Dla Vegi
Pomimo tego iż cię nie znam chcę ci życzyć :
abyś pamiętała, że wnętrze człowieka jest ważniejsze od tego co na zewnątrz,
spełnienia wszystkich marzeń,
świąt spędzonych w rodzinnej atmosferze
i wiele wiele więcej


Dla #douther of Hades:
Nadziei, która nie gaśnie
Wiary co góry przenosi,
Miłości w każdej ilości

Dla Charlotte:
Pogody ducha,
wspaniałych ocen
miłości,
Książek, o których nie będziesz umiała zapomnieć



To chyba tyle :)
( wyjdzie na to, że życzenia są dłuższe od rodziału :) )

Do zobaczenia w Boże Narodzenie :D


~LoLa
Obóz Półkrwi ( https://www.facebook.com/dzieci.pol.krwi/?fref=ts )

piątek, 11 grudnia 2015

Przepraszam :(

    Przepraszam każdego bez wyjątku, kto czuje się zawiedziony. Z jakiego powodu? Nie dodałam rozdziału. Dlaczego? Sprawy osobiste. Mam chwilowo gorszy okres(oby nie trwał długo).co jak Vega zdążyła zauważyć odbija się na mojej bohaterce. Staje się pusta, bez wyrazu, a to wszystko za sprawą autorki !!! Postaram się napisać rozdział jak najszybciej. 

Pozdrawiam :)
~LoLa

piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział XV " Jak ja kocham wodę! "

                   Jason był już na skraju wyczerpania. Pomimo to, nie dawał za wygraną. Za każdym razem, gdy już prawie mnie dotykał, ja znikałam. Słyszałam tylko ciche starogerckie przekleństwa padające z jego ust.

- Zwalniasz, Grace! - krzyknęłam do niego.

- No co ty nie powiesz!- usłyszałam w odpowiedzi.

- Ostatni raz! - ostrzegłam. Jason, miał całą przepoconą koszulkę, tak, że mogłam zobaczyć jego dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Muszę przyznać, ta robota nie jest taka zła.

                     Syn Zeusa chyba zauważył mój mały uśmieszek, bo w jego oczach zobaczyłam zapalczywość. Ku mojemu zdziwieniu zaczął tworzyć silną trąbę powietrzną, gdy skończył wysłał ją prosto na mnie. Sam zaczął lecieć z oszałamiającą prędkością ku mnie.  " Chce mnie rozproszyć" -pomyślałam. " I dobrze"- sama sobie odpowiedziałam. Jednak to mu się nie uda, nie dzisiaj. Ciągle porusza się za wolno. Musi być szybszy, jeśli chce zwyciężyć. Jednym ruchem dłoni zmieniłam kierunek prywatnego tornada Jasona, tak, że zmierzało ono na rozpędzonego Garce'a . Wiedziałam, że nie zdąży go ominąć, ani nie przejmie nad nim kontroli. Zamieniłam zwykłą trąbę powietrzną na magiczną. Różnica polegała na tym, że miała ona o wiele szybszy wir i wciągała wszystko co napotkała w większej odległości. Odcinała dostęp tlenu. W 3 minuty byłby martwy. Na twarzy chłopaka malowało się zdziwienie. Gdy tornado zaczęło go zasysać, był zdezorientowany i nieco przerażony.

                       Po kilku chwilach ku moim oczekiwaniom Jason zaczął słabnąć; nie mógł zaczerpnąć tchu. Usłyszałam napięcie cięciwy za moimi placami, "to Frank"-pomyślałam. " Boją się, że zdradzę, że go zabiję", ale się mylą. Pstryknięciem palcami sprawiłam, że broń Syna Marsa rozpłynęła się w powietrzu. Następnie przeniosłam swoją uwagę na Jasona. Bez wahania, ruchem dłoni sprawiłam, że trąba zniknęła. Ciało osłabionego półboga zaczęło spadać w dół. Zgadnie z moją wolą zawisło ono w powietrzu i zaczęło lecieć ku mnie. Gdy było już bardzo blisko dotknęłam dłonią jego czoła i serca. Sprawiło to, że w Syna Jupitera wstąpiły nowe siły.

- Co to było?- zapytał lekko zdziwiony- Nie mogłem jej kontrolować.

- To prawda. Nigdy byś jej nie podporządkował, ponieważ nie masz w sobie ani krzty magii.-szepnęłam tak, aby tylko on mnie usłyszał, a następnie dodałam głośniej- Koniec treningu. Wracaj do swoich nieufnych przyjaciół, martwią się o ciebie.

                        Gdy oboje wróciliśmy na statek, nie wiedziałam co mam zrobić. Grono herosów patrzyło na mnie jak na kosmitę. Podeszłam do Franka i wyciągnęłam dłoń, na której zmaterializował się łuk.

- To chyba należy do ciebie- powiedziałam- zwracam. Chciałam przeprosić za ten akt, dzięki któremu mogliście pomyśleć, że jestem zdrajcą. Chciałam wam udowodnić, iż nigdy was nie zawiodę. Pomimo tego, że mogę was doprowadzić swoimi treningami do utarty przytomności. Chcę abyście wiedzieli jedno: jestem waszym sojusznikiem, jedyne czego pragnę to, wzmocnienie waszych umiejętności tak, żebyście wygrali z Gają; ponieważ w tej walce to wy jesteście bohaterami. Zarządzam 5 minut przerwy.

    Ruszyłam w stronę bakburty i wyskoczyłam przez nią prosto do wody. Otworzyłam oczy dopiero pod wodą. Popatrzyłam na Argo II z innej perspektywy.  Stąd okręt wydawał się ogromny, byłam pełna podziwu dla Leo. Trzeba mieć wyjątkowe zdolności, aby stworzyć coś tak pięknego.

   Odwróciłam się w stronę przejrzystej wody. Czułam radość i spokój zarazem. Czy coś takiego istnieje? Według mnie zdecydowanie tak. Pozwoliłam, aby woda zmoczyła moje włosy i ubranie. To najwspanialsze uczucie na świecie. Woda była częścią mojej marnej egzystencji; kochałam stawianie oporu wodzie, jednocześnie się jej poddając. Czuję, że mogę pisać ody na temat morza. ( TAK TO JEST ZDECYDOWANIE DZIWNIE JAK NA PÓŁBOGA). Moje kończyny zsynchronizowały się idealnie. Czułam jak sól morska lekko szczypie mnie w oczy.

   Podziwiałam wszystko, co można podziwiać, kiedy coś przyciągnęło moje oko. Za sprawą mojej ciekawskiej natury, bez wahania popłynęłam w kierunku błyszczącego obiektu znajdującego się na dnie. Gdy znajdowałam się w odległości kilku metrów zorientowałam się, że jest to część jakiegoś szklanego przedmiotu. Wyciągnęłam już po niego dłoń, ale zauważyłam zaklęcie ochronne otaczające przedmiot. Uklękłam na dnie i przyjrzałam się dokładniej magicznemu zabezpieczeniu. Według mojego uznania było niegroźne. Zbliżyłam rękę do zaklęcia, wyczułam puls, "dziwne"-pomyślałam; chwyciłam jednak przedmiot, który okazał się być butelką. W środku znajdował się rulon papieru, który jaśniał światłem. Otworzyłam korek, a zawartość pojemnika sama wyleciała na zewnątrz i rozwinęła się przede mną. A oto co było napisane:




Σημαίνει τι λέτε μάγισσα


    Co z greki tłumaczone jest jako: "Dotrzymuj obietnic czarownico" . Kiedy przeczytałam napis, papier rozpłynął się w wodzie.

_______________________________________________________________________


Przepraszam, że rozdział nie pojawiał się przez ok 3 tygodnie :)
Ale od teraz obiecuję (jednak nie na Styks)
Że rozdziały będą pojawiały się  co tydzień w piątki :)
Do zobaczenia za tydzień ;)

~LoLa
Obóz Półkrwi ( https://www.facebook.com/dzieci.pol.krwi/?fref=ts )

                   
 

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział XIV "Trening"

- Coś dla bardziej zaawansowanych? - zapytałam

- Jasne. - odpowiedział Percy

- Wywołaj tsunami- rozkazałam

- Jesteś tego pewna?- zapytał zaniepokojony Percy

- Jasne- odpowiedziałam - chcę sprawdzić w jakim stopniu kontrolujesz swoje moce.

Syn Posejdona zamknął oczy i skupił się. Zacisnął dłonie w pięści i wyzwolił swoją moc wraz z krzykiem. Na wodzie pojawiła się wciąż rosnąca fala. Byłam pełna podziwu. Woda była coraz wyżej i wyżej, ciągle zbliżając się do brzegu. Widziałam w oczach obserwatorów zaniepokojenie.

- Dobra, zatrzymaj ją- wydałam polecenie

Percy z przerażeniem się na mnie popatrzył:

-Co?!

- Zatrzymaj ją albo tsunami zabije setki osób- powtórzyłam spokojnym tonem

- Ale ja nigdy tego nie robiłem- wyznał zdesperowany

- Spróbuj.- powiedziałam władczym tonem- Masz około 20 sekund. Skup się! - podeszłam do niego bardzo blisko. - Po prostu spróbuj.

Percy wysunął ręce w stronę fali, ale nic się nie działo. Dasz radę! Dasz radę! Kibicowałam mu w myślach. Na jego czole pojawiły się kropelki potu. Przez jego ręce przepłynęła duża energia, którą przekazał wodzie. Jednakże fala tylko wzrosła, a była już bardzo blisko brzegu.

- Nie dam rady! - powiedział głośno, ciągle próbując oswoić Tsunami. Herosi, którzy ciągle stali na okręcie, wydawali z siebie przerażone dźwięki.

- Możecie się zamknąć ?! - krzyknęłam w ich stronę- To naprawdę nie pomaga! Percy to ostatnia chwila, teraz albo nigdy!

- Nie mogę !!! - fala już prawie dotykała brzegu. Byłam zmuszona, aby ją opanować. Wyciągnęłam dłoń do przodu i rozkazałam wodzie cofnąć się z powrotem w morze. Sytuacja była opanowana, ale Percy . . . wiedziałam, że to nie była najlepsza chwila w jego życiu. Powiedziałam do niego cicho:

- Było naprawdę dobrze,a wiem co mówię. Wiem również to, że jesteś zawiedziony. Mam nadzieję, że ta sytuacja zmotywuje cię do działania, jeżeli chcesz trenować bez świadków przyjdź do mnie tuż przed wschodem słońca. - poklepałam go po ramieniu i teleportowałam nas na pokład statku. Syn Posejdona był wyraźnie zdezorientowany, ale po kilku sekundach odnalazł się w sytuacji.

 Widziałam, że był smutny, zresztą kto byłby szczęśliwy? Postanowiłam, że dam wycisk każdemu z herosów. Tak, aby żaden z nich się nie był ponad innych. Z werwą w głosie zapytałam:

- Kto następny? - z grona półbogów wyszedł dobrze zbudowany, przystojny blondyn. - Jak się nazywasz?

- Jason Grace syn . . .

- Zeusa- dokończyłam

- Skąd wiesz?- zdziwił się

- Mam swoje sposoby . . .- uśmiechnęłam się. W rzeczywistości słyszałam kiedyś o nim na Olimpie. Hera po raz kolejny wypominała Panu Niebios ten podwójny romans. - nie przedłużając ... zaczynajmy. Na wstępie zaznaczam, że nie będzie lekko. Masz władzę nad powietrzem ?

- Tak.

- Pioruny?

- Owszem- podeszłam  w stronę barierki, stanęłam na niej i przechadzając się balansowałam ciałem.
W pewnym momencie wyszłam w stronę morza, jednak nie upadłam; chodziłam w powietrzu.

- A więc zapraszam do mnie- powiedziałam wciąż idąc dalej od okrętu. Jason wzbił się w powietrze i wylądował tuż obok mnie. Uśmiechnęłam się nie znacznie. - Coś prostego hyyym  . . . trąba powietrzna.

Syn Zeusa, zaczął kręcić się wokół własnej osi. Po chwili widać było zarysy małego tornada.

- To ma być wichura, a nie muśniecie wiatru!-krzyknęłam tak aby mnie usłyszał. Zadziałało, półbóg kręcił się coraz szybciej i szybciej. Moje włosy porwał silny wiatr, ale on nie zamierzał przestać. Jego prywatna trąba powietrzna, zaczęła zasysać wodę z morza. Nie mogę ukryć byłam pod wrażeniem. Kiedy uznał, że już wystarczy, jednym ruchem dłoni stłamsił tornado. A wszystko co pochłonęło opadło w dół. Widać było, że jest z siebie dumny, ale nie na długo pomyślałam. Podeszłam do niego całkiem blisko i z uznaniem kilka razy klasnęłam.

- Przedłuż ten dźwięk- rozkazałam

- Co? -zapytał

- To co usłyszałeś- i klasnęłam ponownie. - Skup się- jeszcze jedno klaśnięcie.

Po kilku nieudanych próbach, nastała ta przełomowa.

- Brawo! Powtórz.- kolejne klaśnięcie. Usłyszałam je po raz drugi i trzeci aż w końcu zaległa głucha cisza. - Całkiem nieźle jak na coś czego jeszcze do tej pory nie robiłeś. - Zaczęłam chodzić wokół niego- Wiesz na czym polega gra w berka?

- Chyba tak- potwierdził ze zdziwieniem

- A więc złap mnie!- powiedziałam dotykając jego ramienia i teleportując się 100 metrów dalej.
Jason uśmiechnął się szelmowsko i zaczął bardzo szybko lecieć ku mnie.

Trudność polegała na tym, że Jason nie umiał się przemieszczać tak szybko jak ja. Ja, gdy teleportowałam się, naginałam czasoprzestrzeń,a on pędził tak szybko jak mógł. Ktoś kto patrzy na to z boku, może pomyśleć, że to bez sensu. Gonić kogoś kogo nie można dogonić. Jednak ja uważam inaczej; z każdym treningiem syn Pana Niebios będzie lepszy, szybszy, mocniejszy. Będzie starał się złapać mnie podstępem. Ale do tego jeszcze bardzo długa droga . . .



_____________________________________________________________________




<werble> Dziękuję Dziękuję Dziękuję !!!
Za co ?
Za to że to przeczytałeś!
Przepraszam za stosunkowo długą przerwę ;)
Mam nadzieję, że nie przestaniesz mnie przez to lubić ;)
Pozdro
~LoLa
& Obóz Półkrwi ( https://www.facebook.com/dzieci.pol.krwi/?fref=ts )



czwartek, 15 października 2015

Rozdział XIII "Wszędzie pytania. . . "




            Siedziałam na pokładzie, rozmawiając z córką Ateny. Opowiadałam jej moją historię od samego początku. Dziewczyna nie okazywała żadnych emocji. Jednak jej oczy zdradzały wiele. Zbyt wiele. Potrafiłam odczytać z nich wszystko. Ból, żal, strach oraz ogromną miłość. Jak wszystkie ciekawskie dzieci Bogini mądrości była zafascynowana istnieniem "nowego gatunku", czyli czarownic, niestety nie mogłam zdradzić jej wiele. Ta druga dziewczyna . . . Córka Afrodyty. Ona ciągle mi nie wierzyła, ponieważ nie działała na mnie w żadnym stopniu jej czarmowa. Siostra Nica była jedyna w swoim rodzaju. Dziecko Hadesa z błogosławieństwem Heatke, a tak właściwie Nyks . Ale o tym kiedy indziej.

- . . . i dostałam od Hermesa 12 sygnetów, w które potrafię tchnąć Esencję Życia. Chciałabym przekazać wam siedem z nich. Co o tym sądzisz ?

- Czym jest Esencja Życia?- zapytała blondynka

- Jest to w pewnym stopniu dusza. Jeśli zabiorę ci jej część, nawet gdy twoje ciało umrze mogę je przywrócić do życia lub przenieść Cię do innego ciała.

- Jeśli przeniesiesz kogoś do innego ciała to prawowity "właściciel" zginie ?

- To zależy od tego jakie wykonam zaklęcie. Gdy będziesz w ciele innego człowieka tylko na pewien okres czasu, to dusza tego "właściciela" zostanie przywrócona. Dla niego będzie to jak krótki sen. Nie będzie zdawał sobie sprawy z czasu, który upłynął. Jednak, jeżeli będziesz chciała "zamieszkać" w tym ciele na zawsze, będę musiała posłać duszę osoby z tego ciała do Hadesu.- Anabeth przyswajała moje słowa z prędkością tornada.

- Przemyślę, jeszcze twoją propozycję.

- Nie ma problemu.- Jednak ciągle gdzieś głęboko w sobie czułam żal do same siebie za to,że nie potrafię zdobyć ich sympatii. Wpadłam na genialny pomysł.

- Anabeth mam do ciebie pewną propozycję.

- Jaką? - spytała nieco zdziwiona

- Wiem, że ciągle mi nie ufacie- Córka Ateny próbowała zaprzeczyć- i bylibyście głupcami ufając mi w tych okolicznościach.-skończyłam- Jednak chciałabym zaproponować ci coś, za co nie chcę nic w zamian. Wiem, iż Percy ma matkę o imieniu Sally, nie mogę jednak was do niej zabrać, ponieważ jesteście półbogami, którzy są w miejscach ściśle związanych ze starożytnością; co za tym idzie ponowne przekroczenie Maczugi Herkulesa, nie uszłoby bez czyjejś uwagi. Ale jest jeszcze jeden sposób. Pani Jackson jest śmiertelnikiem, więc nikt nie zauważy jej przejścia przez Granicę, mogę ją tu przyprowadzić. Co ty na to?

- Muszę to przemyśleć . . . - powiedziała Anabeth

     Rozmawiałam z Córką Ateny, jeszcze przez jakiś czas. Myślami byłam ,jednak gdzieś indziej. Gdzie? W Obozie. Przy Ann, Williamie i Nico. Trudno to ukryć, są dla mnie ważni, cholernie ważni. Chłopcy tak szybko zajęli ważne miejsce w moim sercu. Nie wiem co zrobiłabym, gdyby zniknęli. Ann jest moją "siostrą" potrafiłabym zabić, tylko po to, aby ją odzyskać. Zastanawiałam  się czy Córka Apolla pojednała Greków i Rzymian. Na pewno jeśli jeszcze jej się to nie udało, dokona tego "jutro". Powoli zaczęłam wracać do rozmowy z Anabeth.

- Kiedy zaczynamy trening? - zapytała

- Możemy zacząć nawet teraz- odpowiedziałam bez zastanowienia

- Wszyscy na raz? - zapytała ze zdziwieniem

- Nie, oczywiście. Zdecydujcie sami kto chce zacząć pierwszy. Idę do swojej kajuty, do zobaczenia za 15 minut na pokładzie- powiedziałam wstając.

     Gdy zamknęłam drzwi w moim "pokoju", usiadłam na koi i rozejrzałam się. Było tu ślicznie musiałam to przyznać, piękna drewniana komoda, kryła moje skarby. Wstałam i otworzyłam szufladę, w której leżała gruba księga obita skórą. Wyciągnęłam rękę, aby móc ją dotknąć; była taka piękna. Chwyciłam ją w dłonie i otworzyłam. Pachniała czymś co mają tylko książki: tuszem i magią. Najdziwniejsze było w niej brak jakichkolwiek liter czy znaków. "Czym jesteś? " zadałam w myślach te pytanie. Jednak nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. To była zagadka na najbliższy czas. Moja matka powiedziała, że księga jest wyjaśnieniem wszystkich moich pytań. Miałam ich tak wiele. Co ja tu robię? Dlaczego nie jestem wśród innych czarodziejów? Co będzie dalej? Dlaczego jest tak wiele znaków zapytania? Czy przeżyję? Czy nikt nie umrze? . . .
 
     Wchodząc po schodach spotkałam chłopaka o elfickich rysach z kluczem francuskim w ręku.

- Cześć- rzucił

- Cześć, jak się nazywasz?

- Leo Valdez syn Hefajstosa , do usług - ukłonił się w pas uderzając przy okazji mnie kluczem w biodro.

-Auć- wymknęło mi się

- Przepraszam- powiedział i dotknął dłonią obolałego miejsca.

       Stało się wtedy coś niezwykłego. Zobaczyłam kobietę, nie to nie był zwykły śmiertelnik tylko tytan. Jaśniała światłem. To Calipso. Tak wiedziałam to, kiedyś odwiedziłam ją z Hermesem. Smutny był jej los. . . . Następnie przniosłam się w jakieś miejsce, które całe było zajęte ogniem; krzyczałam ,ale ... to nie był mój głos. Spojrzałam na swoje dłonie, były ciemnej karnacji. Dopiero wtedy to pojęłam, patrzyłam na wspomnienia Leona. Krzyczałam czyjeś imię, jednak nikt nie odpowiadał. Szukałam wyjścia zrozpaczona. Zobaczyłam staruszkę, uśmiechała się do mnie surowo. po chwili zniknęła, a ja trzymałam w dłoniach obrazek wspaniałego statku. Przeniosłam się gdzieś gdzie było wiele śrub, tłoków, rur i innych urządzeń, które kochałm. Czułam się jednak tam jak "w domu". Wyjęłam z kieszeni na moim sercu fiolkę z miksturą "zmartwychwstania" i po cichu modliłam się do bogów, żeby zadziałała. Nie chciałam umrzeć, ale wiedziałam, że muszę się poświęcić. Nie zamierzałam powiedzieć o tym reszcie. Schowałam eliksir i kontynuowałam wdrażanie swojego planu w życie.    Znowu widziałam przed sobą Leo. Po moim ciele przeszedł dreszcz.

- Co to na Zeusa było?!- zapytał zdezorientowany chłopak

- Też to widziałeś? - byłam nieco zdziwiona, myślałam że inni nie widzą moich wspomnień. Syn Hefajstosa pokiwał głową- to właśnie były moje wspomnienia, co widziałeś?

- Ja... znaczy ty ...  znaczy ... ty wychowałaś się na Olimpie? I ... i ... ty mówisz prawdę nie jesteś zdrajcą... na prawdę jesteś czarownicą.

- Spokojnie, dla mnie to tez jest nieco dziwne, jeśli chcesz porozmawiamy o tym wieczorem. Wpadnij do mojej kajuty o 23.00. - zaczęłam kontynuować wspinaczkę po schodach zostawiając na dole oszołomionego Valdeza.

   Co to na złote bokserki Apolla było?! Kolejne pytania . . . Muszę się otrząsnąć, mam skupić się na treningu. Głęboki wdech i . . . wchodzę na pokład, gdzie znajduje się sześcioro półbogów. Wszystkie oczy skierowane są prosto na mnie, patrzą jak się poruszam, jak pewnie stawiam kolejne kroki. Posłałam im pojedynczy uśmiech. Zatrzymałam się w stosownej odległości i pewnym siebie tonem zapytałam:

- Zaczynamy? Kto idzie na pierwszy ogień?

- Ja -odpowiedział Percy, mój ... brat; ciągle nie mogę przyzwyczaić się do tego słowa.

- Możecie się troszeczkę odsunąć? - Herosi przeszli na bakburtę. - Stań na przeciwko mnie -poleciłam Synowi Posejdona - podaj mi swoją dłoń- powiedziałam wyciągając swoją rękę w jego stronę - spokojnie nie zrobię ci krzywdy- zaśmiałam się, a on podał mi swoją dłoń - teraz możesz poczuć dziwne mrowienie- ostrzegłam- chcę sprawdzić twoje umiejętności w teorii- wyjaśniłam krótko. Skupiłam się tylko na Percym, spojrzałam w jego oczy i poczułam bardzo silną więź z wodą i bronią. Puściłam jego dłoń i szeroko się uśmiechnęłam - było bardzo strasznie?

- To trochę dziwne- odpowiedział -jakbyś jakąś energią szukała moich umiejętności.

- W gruncie rzeczy to właśnie robiłam, czas na praktykę - oznajmiłam.- Pokaż na co cię stać.- wyciągnęłam dłoń, a we wskazanym miejscu pojawiła się szklanka z wodą. Percy siłą woli utworzył kulę z wody i posłał ją w moją stronę, zaczęła ona kręcić się wokół mojej głowy, szybciej i szybciej, a następnie zawisła nad moimi włosami i zaczęła opadać wprost na mnie. W ostatniej chwili teleportowałam się za plecy Syna Posejodona.

- Bu -szepnęłam mu prosto do ucha, z uśmiechem na twarzy. Percy szybko się obrócił. - Muszę przyznać jestem pod wrażeniem. Myślę, że nadeszła pora na coś ciekawszego; lubisz morze?- zapytałam

- To było pytanie? - zapytał z uśmiechem

Obróciłam się wokół własnej osi, gdy skończyłam miałam na sobie dwuczęściowy strój kąpielowy.

- No to do zobaczenia na dole- rzuciłam. Wymierzyłam kroki do burty i zaczęłam biec. Wskoczyłam zgrabnie na barierkę, odbiłam się od niej i wykonałam 3 salta w przód. Rozłożyłam ręce, a następnie złożyłam je przed siebie i wpadłam do toni. Uwielbiałam to uczucie. Otworzyłam oczy, morze jest takie piękne. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Zaczęłam powoli wynurzać się na powierzchnię. Zmusiłam wodę aby uniosła mnie na toń tak, żebym mogła na mniej swobodnie stać. Usłyszałam oklaski, ukłoniłam się teatralnie.

- Czekam tu na ciebie Percy !!!- krzyknęłam .

Półbogowie na pokładzie zaczęli skandować jego imię:

-PER-CY! PER-CY! PER-CY!!

      Jackson wykonał bezbłędny skok do wody. Na barierce stanął na rękach i wykonał 3 salta w tył lądując miękko w wodzie.  Chwilę później stał obok mnie w uśmiechem wyrytym na twarzy. Widać było, że woda daje nam radość. On też się ukłonił i posłał szelmowski uśmiech w stronę pasażerów. Otrzymał oklaski.

- Coś bardziej dla zaawansowanych? - zapytałam


_________________________________________________________________________________

Dziękuję za przeczytanie tego rozdziału! Nie jest najlepszy, ponieważ nie mam weny, jednak mam nadzieję, że ci się spodobał. :D
Następny rozdział dodam w piątek za tydzień :)
Mam nadzieję, że dotrzymam słowa :D


DZIĘKUJĘ ZA 6000 ODSŁON !!!

~LoLa
& Obóz Pół-Krwi (https://www.facebook.com/dzieci.pol.krwi?fref=ts )







środa, 14 października 2015

PYTANIA I NOMINACJE DO LBA !!!

A więc nominuję (blogi i ich autorów) :
  1. http://wszystko-i-nic-by-radosna.blogspot.com/
  2. http://wnuczkibogow.blogspot.com/
  3. http://camp-half-blood-story.blogspot.com/
  4. http://biale-roze-willow-mellark.blogspot.com/
  5. http://w-obronie.blogspot.com/
  6. http://szaloneopwiadaniaszalonejcherryxd.blogspot.com/
  7. http://drugiepokoleniehpipj.blogspot.com/
  8. http://przygody-nowoczesnych-herosow.blogspot.com/
  9. http://heroska-z-wyboru.blogspot.com/
Wybrałam wielu początkującyh blogerów, aby zachęcić ich do pisania coraz ciekawszych opowiadań; oraz tych, którzy są tu równie długo jak ja, bądź dłużej ( Do Radosnej : chciałam nominować wszystkie twoje blogi, jednakże wybrałam tylko jeden i to za pomocą wyliczanki, więc nie obrażaj się na mnie siostro ) 

A oto moje pytanka do nominowanych:

  1. Masz swoją ulubioną postać ( literacką) ? Jeśli tak to kto to?
  2. Masz jakieś zainteresowania (poza pisaniem i czytaniem) ?
  3. Gdzie chciałabyś mieszkać ( fikcyjne miejsca też się liczą ) ?
  4. Czy pocałowałbyś/ła kogoś z Wielkiej Siódemki? Kogo?
  5. Jakiej muzyki słuchasz?
  6. Czy jesteś zadowolona ze swojego bloga?
  7. Kim jestem dla ciebie?
  8. Co sądzisz o mim blogu? Czytasz go?
  9. Gdybyś postanowiła przestać napisałabyś czytelnikom zakończenie?
  10. Kiedy dodasz nowy rozdział ?
  11. Czy ludzie z twojego otoczenia wiedzą, że jesteś blogerką/rem?
  12. Co jest twoją największą zaletą/ wadą? 
  13. Co twoim zdaniem jest najlepsze w twoim blogu?
Wiem iż powinnam nominować 11 osób i zadać 11 pytań jednakże nominowałam 9 a zadałam 13 pytań, więc się wyrównuje.
Trzymajcie się kakała
~LoLa